Tak mnie grupa zmobilizowala, ze zadzwonilem do domu, poprosilem Mamcie o
wykopanie starego zeszytu z pracowni samochodowej i znalezienie tej metody.

Wyglada ona tak: Rozgrzewamy silnik do temperatury pracy. Wykrecamy swiece.
Ustawiamy tlok w badanym cylindrze w GMP, oba zawory zamkniete. W miejsce
swiecy wkreca sie koncowke redukcyjna do ktorej podlacza sie sprezone
powietrze, na wezu jest szeregowo podlaczony specjalny przeplywomierz
wyskalowany w %. W zaleznosci od roznicy cisnien na wejsciu i wyjsciu
przeplywomierza, mamy rozne wychylenie wskazowki przyrzadu i odczytujemy
BEZPOSREDNIO wynik. Wartosci interpretuje sie tak jak podalem poprzednio,
chyba, ze wytyczne producenta pojazdu okreslaja inaczej.

Zadowoleni?

pozdrawiam
Rogal


· 

Każde labolatorium ma wlasne zakresy referencyjne, zalezne od przyjetej metody badania, aparatury itp.
Odczytujac normy nalezy bacznie zwracac uwage w jakich jednostkach sa podawane wyniki, gdyz wiele labolatoriow nie stosuje unormowanego ulkadu SI, podajac wyniki w innych jednostkach.
Normy poszczegolnych parametrow dostepne sa w internecie, jak rowniez w podrecznikach diagnostyki labolatoryjnej chorob zwierzat.
Interpretujac wynik badania labolatoryjnego, nalezy powiazac go ze stanem klinicznym pacjenta, nieprawidlowosciami wykrytymi w innych badaniach, aby nie popelniac bledu polegajacego na "leczeniu" wynikow, a nie konia.
U koni kamica nerkowa jest bardzo rzadko wystepujaca choroba, czesciej zdzarzaja sie zapalenia pecherza moczowego, kamienie lub polipy w pecherzu moczowym.
Dodatkowymi badaniami wskazanymi w tego typu przypadkach jest cystoskopia, czyli wprowadzenie endoskopu do pecherza moczowego i bezposrednie sprawdzenie, co moze byc przyczyna choroby.
pozdrawiam

My dokładnie z tego samego powodu zdecydowaliśmy się na prywatny scan. Mieliśmy lecieć w 30 i 31 tygodniu także dość późno więc stwierdziłam że bez odpowiednich badań nie polecę. Kobitka co wykonywała USG niewiele mówiła, wszystkie informacje były ma wydruku łącznie z położeniem łożyska z tym że raczej wyniki będziesz musiała sama interpretować ponieważ położne nie są wykwalifikowane w tym kierunku i nie potrafią odczytywać wyników, do czego moja bez bicia się przyznała. Na szczęście wujek Google wszystko wie więc nie ma problemu Bardzo ważny jest scan połówkowy, właśnie ten mieliśmy, wtedy można wykryć wady serduszka. Wykonuje się go pomiędzy 19 a 24 tygodniem. Polecam skorzystać.

och, badania naukowe czesto sie myla i to jak...przyczyn jest wiele. bo opieraja sie na falszywych zalozeniach, bo sa zle interpretowane, bo sa interpretowane tak, jak jest wygodnie badaczowi (i to niekoniecznie swiadomie, znany jest efekt polegajacy na tym, ze badacz odczytuje wyniki np. "na korzysc" swojej hipotezy, zupelnie nie zdajac sobie z tego sprawy), bo badacz modyfikuje eksperyment tak dlugo, az otrzyma wynik ktory chcialby miec...do tego dochodza bledy metodologiczne, mieszanie paradygmatow, itd.i niestety nie sa to odosobione wypadki, spotyka sie to w wielu dziedzinach, takze na tym "najwyzszym szczeblu" naukowcow, w renomowanych placowkach.

takze daleka bylabym od absolutnej wiary w naukowe doniesienia, chociaz nauke bardzo szanuje i cenie (sama jestem blisko z nia zwiazana).

· 

Pielęgniarka powinna wykonywać swoją pracę zgodnie z aktualną wiedzą, toteż szkolenia są potrzebne. Niestety nasze kształcenie nie obejmuje wielu czynności, które wykonujemy, do takich należy właśnie ekg.
Szpital jest zobowiązany,tak jak każda placówka medyczna, do prowadzenia szkoleń wewnątrz oddziałowych, jednym z takich szkoleń może być ekg.
Wystarczy zgłosić taką potrzebę i zorganizować np. dwudniowe szkolenie. Byłam uczestnikiem takiego szkolenia. Lekarz kardiolog prowadził część teoretyczną, natomiast pielęgniarki z pracowni ekg uczyły techniki wykonania badania. Przyszli pacjenci, którzy zgodzili się na kilkakrotne wykonanie ekg i nie było problemu.

Nie zastąpi to oczywiście kursu specjalistycznego, ale wystarczy, aby nauczyć się technicznie prawidłowego wykonania badania. Nie będzie problemu z realizacją zlecenia lekarskiego, które ma być wykonane.

Przytoczone natomiast w pierwszej wypowiedzi Rozporządzenie MZ o czynnościach wykonywanych samodzielnie przez pielęgniarkę dotyczy wykonania EKG bez zlecenia lekarskiego, a to zupełnie inna sytuacja niż praca pielęgniarki odcinkowej. Nauczmy się czytać również nagłówki w Rozporządzeniach. Bez zlecenia lekarskiego można wykonać EKG tylko pod warunkiem odbycia kursu specjalistycznego. Kurs taki obejmuje umiejętność interpretowania zapisu i trwa odpowiednią liczbę godzin. W szpitalu to lekarz zlecający odczytuje wynik, a pielęgniarka ma obowiązek prawidłowego wykonania ekg.


Ależ proszę, taki na szybkensa ;)
http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=b17931ac0c862f28


Straszne. Weźcie to zróbcie jeszcze raz, bo to nic mi nie przypomina :)
Nawet się nie poważę interpretować wykresu , LOL! Także, jeśli będziecie
się w przyszłości pytać o interpretację pomiarów należy podać rysunek z
układem pomiarowym oraz opisać użyte mierniki.
Hint: Jak się ma problem z dokładną regulacją napięcia zasilania to należy
ustawiać niekoniecznie "okrągłe" wartości. Byle dokładnie odczytywać
napięcie z miernika. Przecież jest wsio równo czy punkt jest robiony przy
150V czy 147,3V byle to zmierzyć i narysować. W trakcie całego mierzenia
należy się trzymać tych samych metod. Przynajmniej łatwo odcedzić błąd
systematyczny. Nie należy używać do regulacji napięcia zasilania
regulatorów elektronicznych. Dają duże zniekształcenia z jakimi nie radzą
sobie mierniki.

| Czemu halogen badany
| dopiero od 160V?
Raczej do 160V. Ano dlatego, że po tym zakresie gasł momentalnie i
żeby się nie zjarał próbą włączenia natychmiastowego wiec do tego
momentu były brane wyniki.


Tego nie rozumiem. Halogen ma zrobione punkty od 160V w górę. Ponieważ
obiektem była lampka (czyli zespół transformator + żarówa), więc należało
jechać od zera do 230V. No, chyba że to była chińska lampka z
"transformatorem" czyli przetwornicą elektroniczną. W takim przypadku nie
mierzyliście właściwości żarówy tylko HGW czego :) A w ogóle, należało
wyjąć halogen z oprawki i zasilać bezpośrednio, oczywiście nie
przekraczając jego napiecia znamionowego.



Tak mnie grupa zmobilizowala, ze zadzwonilem do domu, poprosilem Mamcie o
wykopanie starego zeszytu z pracowni samochodowej i znalezienie tej metody.

Wyglada ona tak: Rozgrzewamy silnik do temperatury pracy. Wykrecamy swiece.
Ustawiamy tlok w badanym cylindrze w GMP, oba zawory zamkniete. W miejsce
swiecy wkreca sie koncowke redukcyjna do ktorej podlacza sie sprezone
powietrze, na wezu jest szeregowo podlaczony specjalny przeplywomierz
wyskalowany w %. W zaleznosci od roznicy cisnien na wejsciu i wyjsciu
przeplywomierza, mamy rozne wychylenie wskazowki przyrzadu i odczytujemy
BEZPOSREDNIO wynik. Wartosci interpretuje sie tak jak podalem poprzednio,
chyba, ze wytyczne producenta pojazdu okreslaja inaczej.

Zadowoleni?


Oczywiscie.
Teraz pytanie.
Co oznacza wyskalowanie przeplywomierza w % ?
Takim przeplywomierzem jest dystrybutor benzyny, mierzy przeplyw w
litrach.

I dlatego ja sobie ten przyrzad i pomiar wyobrazam nastepujaco.
podlacza sie sprzezone powietrze do cylindra ale przez zawor wentylowy,
ktory jednoczesnie jest tym
czujnikiem, jak waga sprezynowa.
I potem po scisle okreslonym czasie nastepuje pomiar, a wychylenie
wskazowki to pomiar porownawczy jak na wadze. Rownowaga to 100%, 90%
troche ubylo itd.

Teraz mnie interesuje interpretacja wynikow.
Co innego przeciez znaczy ten pomiar gdy pojemnosc cylindra jest 100 ccm
a co innego gdy 1000 ccm
Ta sama mala szczelina w malym i duzym silniku powinna dac rozny wynik,
gdyz predkosc uchodzenia powietrza bedzie jednakowa, a ilosc sprezonego
powietrza w duzym cylindrze bedzie wieksza wielokrotnie od tej w malym
cylindrze.

Czyli mnie taki pomiar wprowadza w blad.
Szczegolnie czemu nowy silnik to 95% a nie 100% ?

Zatem dodaj jeszcze opis tego specjalnego manometru.
I jakie jest pomiarowe cisnienie i dlatego takie a nie inne ?

Jacek



Jest gigantyczny - ale mądrego warto posłuchać .
Problem potopu jest klasycznym zderzeniem wiary i empiryzmu .
Jako chrześcijanin wierze , iz takie wydarzenie opisane w Biblii było .
Jako racjonalnie myślący człowiek przekonany jestem , że takie kataklizmy w skali globalnej lub lokalnej mogły wystąpic ... i występowały n-razy .
Jak natomiast odczytywać bibilijnego narratora ? [...]

Oh nie rozumie tego upatrywania radości w niejasnościach naukowych. Że też takie podejście dwuznaczności wyniku naukowego odbywa się tylko przy historii Ziemi. Czy komuś przyszło do głowy kwestionować branie dajmy na to leku od lekarza bo te badania nad lekami takie niepewne, nie da sie przetestować wszystkich mozliwości i firmy farmaceutyczne też trzymaja tabu byle ich produkt sprzedał sie dobrze.

Hm.No zgoda.Ale tak mi sie skojarzyło na ile ufamy nauce i na ile jesteśmy zgodni przyjac coś na pdstawie slepej wiary mimo faktów.


Jeśli nauka (w danym przypadku) i jej teorie sprzeciwiają się oczywistej prawdzie zawartej w Piśmie Świętym nie pozostaje nam nic innego jak ją odzrucić. Widzisz to nie rozchodzi się tylko o to, czy świat ma 16 tysięcy, czy 10 miliardów lat. W grę wchodzi podstawowa kwestia grzechu popełnionego przez pierwszych ludzi stworzonych na Boże podobieństwo. Jesli pochodzimy od zwierząt to nie ma Adama i Ewy, nie ma więc pierwszego nieposłuszeństwa, przez które cały rodzaj ludzki został obciążony grzechem... Po co więc Jezus, który umarł za nasze grzechy, jeśli grzechu nie było..? Spór ewolucjonizm-kreacjonizm to spór ateizmu z teizmem, a raczej jednego systemu wierzeń (tak, tak!) przeciwko innemu. Naturalistyczne wyjaśnienie pochodzenia życia zaprzecza istnieniu Stwórcy, w najlepszym razie poddaje Jego istnienie w wątpliwość - zaczynasz dostrzegać podstawową zasadę, że zawsze nauka będzie przeciwna wierze, i że nie sposób ich pogodzić, a Bóg nie jest naukowcem i być może pozorne są (bo wynikające z interpretacji, Sceptyku!) atawizmy, niezgodności w budowie organizmów, dziwne rozwiązania... Skad czerpiesz tyle pewności, że najlepiej byłoby gdybyśmy mieli inaczej zbudowany układ oddechowo-pokarmowy? Jak możesz oceniać trafność lub nie niektórych rozwiązań? Człowiek (ja też) jest czasami niewiarygodnie ślepy, do bólu antropocentryczny... Robisz to samo do czego wysuwasz watpliwości: z góry oceniasz takie a nie inne "rozwiązanie biologiczne" za niesłuszne i próbujesz argumentować (albo tak mi się wydaje) swoje wątpliwości na niekorzyść stworzenia zupełnie nie przekonywująco: wysuwasz teorię na podstawie obserwacji i nie potrafisz poprzeć jej argumentami. Skąd wiesz, że problemy w dopasowaniu szpiku kostnego to minus. Skąd? Na ile obecny stan wiedzy medycznej potrafi ocenić to jako niezaprzeczalnie negatywne i obiektywnie mniej użyteczne, pod kątem biologicznym, niż idealne dopasowanie..?

Generalnie: próbujemy (kreacjoniści) wskazać przede wszystkim na watpliwości i luki w teorii ewolucji i w jej interpretowaniu i "udowadnianiu". Te wątpliwości, które ja znam średnio rozsądnemu człowiekowi powinny automatycznie zapalić lampkę ostrzegawczą, że coś tu jest nie tak, albo przyjmujemy wszystko pomimo watpliwości.

Sprostanie, w wypadku kreacjonistów, tradycyjnej metodologii naukowej jest o tyle trudne, że są oni obciążeni etykietka nie-naukowców, czyli gorzej już być nie może. Ewolucjoniści z kolei jak dzieci cieszą się z tego gdy znajdą nową przesłankę na poparcie swoich teorii, a bagatelizują to, co może być interpretowane dwuznacznie... Dopóki nie potraktują nas jak równych sobie, opierających na podobnych przesłankach swoje teorie, dopóty... Ale, jak już pisałem, wg mnie to prawie zupełnie niemozliwe...

Pozdrawiam!

Kobiety są fałszywe? Tak każe ewolucja!

Eksperyment, którego wyniki publikuje styczniowy numer pisma "Psychological Science", dowodzi jak dobre są kobiety w ukrywaniu swych prawdziwych uczuć. W mężczyznach można za to czytać niczym w otwartej księdze.
Odwieczny problem - co ona tak naprawdę myśli? - znalazł właśnie opracowanie od strony psychologii behawioralnej. Odwieczny zarzut - ta fałszywa flądra! - okazał się niesprawiedliwy. KobietyZAKŁADY - KOSZYKÓWKAKoszykówka - zakłady online. Zyskacie bonus 100% wpłaty!www.Jetbull.com nie są winne, że ukrywają swoje prawdziwe myśli i stwarzają fałszywe wrażenie. Tak je zaprogramowała ewolucja.

Tekst zespołu badaczy z Indiana University, pod tytułem "Umiejętność oceny romantycznego zainteresowania ze strony innych", zajmuje się różnicami w wyrażaniu zadowolenia z pierwszej randki przez obie płcie. Naukowcy doszli do wniosku, że zarówno mężczyźni, jak i kobiety znakomicie odczytują reakcje mężczyzn. Są za to całkowicie bezsilni w obliczu tego, co naprawdę myślą kobiety.

Zachowanie najbardziej nieprzeniknionych kobiet było o wiele częściej interpretowane całkowicie mylnie niż najbardziej nieprzeniknionych mężczyzn. Kobiety te flirtowały, ale potem okazywało się, że w ogóle nie są zainteresowane. Nikt nie był w stanie odgadnąć, co tak naprawdę myślą - nawet inne kobiety,

mówi Skyler Place, kierujący badaniami. Tymczasem zdolność szybkiej oceny, czy inne osoby są nami zainteresowane, jest kluczowa z punktu widzenia ewolucji - bowiem warunkuje nasze własne decyzje w zakresie doboru partnera.

Jeśli wchodzisz do pomieszczenia gdzie jest 20 nieznanych ci osób, umiejętność osądzenia które osoby są dostępne, a które zajęte, sprawia że jesteś bardziej efektywny w znajdowaniu partnera lub partnerki.

Eksperyment polegał na oglądaniu przez studentów zapisów wideo krótkich randek, organizowanych przez biuro matrymonialne. Zapisy pochodziły z Niemiec, ale pomimo bariery językowej studenci bez pudła odgadywali nastrój mężczyzn - zazwyczaj już po 10 sekundach oglądania wiedzieli, co sądzą oni o swojej partnerce i jakie mają wobec niej plany.

Zachowanie kobiet okazało się natomiast całkowitą zagadką. Najczęściej oceniano je całkowicie mylnie: panie tylko udawały przyjazne i zainteresowane. Place wyjaśnia, że ta podstępność ma podłoże ewolucyjne: pozując na zainteresowaną, kobieta nakłania mężczyznę do szczerości i otwartości, przez co może wybadać jego prawdziwe zamiary. Do oszustwa skłania ją fakt, że to ona ponosi większość kosztów zerwania związku - jak ciąża i opieka nad dziećmi.

Słowem, kobiety są nieprzeniknione i fałszywe, ale wykształciły te cechy na drodze przystosowań ewolucyjnych. Zaś "cudowne" kursy randkowania dla panów, w pięciu łatwych lekcjach uczące jak rozpoznawać nastroje kobiet, w świetle badań z Indiany są, mówiąc delikatnie, naiwne.

Na to, by nikt nie wiedział czego właściwie panie chcą, o czym myślą i o co im chodzi, ewolucja pracowała jak się okazuje przez całe tysiąclecia. Zaś badania naukowe dowodzą, że kobiety nie zachowują się tak na złość, z przekory albo wrodzonej wredności, ale mając w tym głęboki cel biologiczny. Tak jest. Biologiczny i ewolucyjny. Więc, prawda, odrobina szacunku.


http://www.pardon.pl/artykul/7730/kobiety_sa_falszywe_tak_kaze_ewolucja

Najnowocześniejsze protezy kończyn będą przekazywać do mózgu sygnały czuciowe. Proteza reagująca na dotyk to nie fanaberia: sprawne posługiwanie się ręką wymaga informacji zwrotnej, czyli czucia. Kiedy chwytamy szklankę, musimy czuć ją w dłoni, bo inaczej ściśniemy ją za mocno i pęknie. Wzrok nigdy nie jest w stanie w pełni wrażeń dotykowych zastąpić.

Zniszczony sprzęt, ocalone oprogramowanie
Dzięki pomysłowi Todda Kunikena, naukowca z Instytutu Rehabilitacji w Chicago, protezy wkrótce będą po pierwsze, reagować na impulsy nerwowe, po drugie, odbierać sygnały czuciowe i przesyłać je do mózgu.

Jak tłumaczy naukowiec, kiedy człowiekowi amputują rękę, pacjent traci kości, skórę, mięśnie itp. – ale informacja, która umożliwia poruszanie kończyną, nie zostaje utracona. Pacjent wciąż ma sprawne obszary mózgowe odpowiedzialne za poruszanie kończyną, ma też nerwy prowadzące z mózgu do kończyny, choć kończą się one blizną.

Kuniken wpadł na pomysł, by nerwy, które pierwotnie łączyły mózg z ręką pacjenta, wyłuskać z kikuta i poprowadzić do klatki piersiowej. Tam nerwy te są przyłączone do mięśni. Kiedy pacjent myśli o tym, że chciałby poruszyć ręką, jeden z mięśni na jego piersi kurczy się.

Te skurcze są odczytywane przez specjalne elektrody. Mięsień jest czymś w rodzaju wzmacniacza sygnału. Prąd który przepływa przez nerw, jest bardzo słaby. Impuls, który płynie przez muskuł, jest znacznie silniejszy. Odczytać taki wzmocniony sygnał jest dużo łatwiej.

Kilkadziesiąt elektrod na klatce piersiowej pacjenta przekazuje odczytane sygnały do protezy.

Tam mikroprocesor interpretuje impulsy i wydaje rozkazy silniczkom mechanicznej ręki. Pierwsi pacjenci już posługują się wynalazkiem Kunikena. Potrafią bez problemu zaciskać i otwierać dłoń, a także prostować i zginać łokieć. Takie protezy nosi już kilkanańcie osób.

Operację przekierowania nerwów przeprowadzono u nich 9 – 15 miesięcy po amputacji. To bardzo ważny szczegół, oznacza, że układ nerwowy zachowuje zdolność kierowania kończyną jeszcze długo po jej stracie.

W przyszłości pacjenci będą też mogli wykonywać bardziej skomplikowane ruchy. Naukowiec twierdzi, że jest w stanie odczytać intencje pacjenta dotyczące ruchu ręką w 95 proc. Przeprowadził badania na swoich pacjentach. Poprosił ich, by wyobrazili sobie, że poruszają ręką i dłonią na 16 różnych sposobów. Jednocześnie odczytywał sygnały płynące z elektrod na klatkach piersiowych pacjentów.

Teraz wystarczy odpowiednio przebudować i przeprogramować protezę. Już wkrótce pacjenci będą mogli ruszać poszczególnymi palcami.

To nie wszystko: oto Kuniken wzbogacił swój wynalazek o czucie. Informuje o tym najnowszy numer czasopisma „Proceedings of the National Academy of Science”. Procedura była podobna, polegała na przekierowaniu nerwów z kikuta do klatki piersiowej. Były to te same nerwy: łokciowy, promieniowy i pośrodkowy. Utworzyły one spójny system z nerwami wcześniej obecnymi w skórze na piersi pacjenta. Kuniken przeprowadził testy na dwóch ochotnikach, mężczyźnie i kobiecie. Oboje byli po amputacji ręki. Nerwy nie od razu zaczęły funkcjonować w nowym miejscu. Dopiero po około pięciu miesiącach efekt operacji stał się widoczny.

Technika jak z „Gwiezdnych wojen”
Podczas badań pacjenci dotykani byli w różnych miejscach klatki piersiowej – i odczuwali to tak, jakby ktoś dotykał ich dłoni. Rozmaite punkty na piersi odpowiadały różnym punktom na palcach, grzbiecie dłoni, jej wewnętrznej części i nadgarstku.

Zespołowi Todda Kunikena pozostaje takie przebudowanie protezy, by, dotknięta, wysyłała odpowiedni sygnał do klatki piersiowej pacjenta. – Wyniki naszych badań umożliwią stworzenie takiej protezy, w której pacjent będzie miał czucie jak we własnej kończynie.

Todd Kuniken wpadł na pomysł przekierowania nerwów ręki do klatki piersiowej jeszcze jako student w latach 80. XX wieku. Wtedy nie tylko jemu marzyła się proteza sterowana myślą – parę lat wcześniej wszedł na ekrany film „Gwiezdne wojny”. W jego ostatniej scenie Luke Skywalker przechodzi nieskomplikowany zabieg: do kikuta, który pozostał mu po odciętej przez Lorda Vadera ręce, zostaje doczepiona proteza. Pacjent porusza po kolei palcami mechanicznej dłoni, aby sprawdzić, czy została zamontowana prawidłowo.

Wszystko wskazuje na to, że kiedyś sceny podobne do tej rozgrywać się będą naprawdę – w klinikach chirurgicznych. Kolejny sen twórców literatury i filmów science fiction spełnia się na naszych oczach.
Źródło : Rzeczpospolita

Naukowcy potrafią już odczytywać ludzkie myśli

http://wiadomosci.onet.pl/1923606,16,item.html

Urządzenie zbudowane w oparciu o spektrometr bliskiej podczerwieni NIRS (ang. near-infrared spectroscopy), umożliwia odczytanie prostych myśli człowieka. Układ analizuje zmiany w absorpcji promieniowania podczerwonego mózgu podczas podejmowania decyzji o charakterze tak lub nie, donosi "Journal of Neural Engineering".
Układy umożliwiające odczytywanie ludzkich myśli tworzone są głównie z myślą o osobach upośledzonych, którzy ze względu na różnego rodzaju dysfunkcje nie mogą komunikować się ze światem.

Naukowcy kanadyjscy z University of Toronto oraz Bloorview Research Institute opracowali nowe urządzenie, bazujące na analizie absorpcji przez mózg promieniowania podczerwonego podczas podejmowanie prostych decyzji typu "tak" lub "nie".

Układ składa się z zakładanej na głowę opaski, która poprzez 16 światłowodów emituje do mózgu (okolice przodomózgowia) promieniowanie podczerwone o długości fali 690 i 830 nm. Trzy detektory podczerwieni analizują ilość zaabsorbowanego przez mózg promieniowania. Sygnał rejestrowany jest na komputerze, który analizuje dane określając czy badany myśli "na tak" czy też "na nie".

Podczas badań, osobom podlegającym testom demonstrowano obrazy dwóch napojów. Zadaniem testowanych osób było pojęcie decyzji, na który z napojów mają większą ochotę - który chcieliby wypić. Test powtarzany był 60 razy, z czego pierwsze etapy 4 służyły "nauce" komputera (układu BCI, ang. brain-computer interface), by właściwie interpretował wyniki, umożliwiając w ten sposób odróżnienie obrazów aktywności mózgu nastawionego pozytywnie i negatywnie do danego napoju.

Skuteczność odczytywania ludzkich myśli za pomocą układu wykorzystującego możliwości spektroskopii bliskiej podczerwieni jest niezwykle wysoka i wynosi 80 procent!

Według naukowców nowe odkrycie umożliwi wielu osobom, które z przyczyn zdrowotnych nie mogły komunikować się z otoczeniem (np. w wyniku paraliżu) na poprawę jakości życia. Jednocześnie naukowcy uspokajają, iż urządzenia elektroniczne nie są wstanie odczytywać skomplikowanych myśli człowieka, a jedynie rozróżniać stan mózgu osoby nastawionej "na tak" lub "na nie". Podczas badań okazało się, iż nie ma reguły czy odpowiedź "tak" wywołuje większą aktywność metaboliczna mózgu. Jest to cecha osobnicza - bywało, iż to negacja ("nie") aktywizowała większą część analizowanej partii mózgu, niż odpowiedź - "tak".

Dalsze prace mają na celu wyselekcjonowanie specyficznych odpowiedzi mózgu (map absorpcji promieniowania podczerwonego) na bardziej abstrakcyjne bodźce (inne niż napoje), tak by móc stworzyć swego rodzaju bazę danych odpowiedzi, które mógłby komputer używać podczas interpretacji obrazów

Zaufaj lekarzowi – on nie ma innego celu jak poznać Ciebie i twój organizm oraz przyczynę Twoich dolegliwości i charakter Twojej choroby, a następnie pomóc Ci ją zwalczyć lub nie dopuścić do jej nawrotu.

Powierzając lekarzowi to, co masz najdroższe i najważniejsze – Twoje życie i zdrowie – witaj go przy swoim łóżku, czy podczas kolejnej wizyty w przychodni – z uśmiechem
i dobrym słowem, jak osobę bliską, której dużo zawdzięczasz. Lekarz też jest tylko człowiekiem jak Ty – czasem zmęczony, może nawet zniecierpliwiony obiektywnymi trudnościami w służeniu Ci pomocą (biurokracją, nieżyciowymi przepisami, brakiem funduszy czy odległymi terminami niezbędnych, badań diagnostycznych czy procedur leczniczych).

Nie bądź bierny, nie licz, że lekarz medycyny wyleczy Cię z choroby tylko lekami bez Twego udziału. Twoje zaangażowanie, wiara w wyzdrowienie “czyni cuda” – pomaga siłom Twojego organizmu w zwalczaniu choroby.

Chroń się przed pesymizmem – zwątpieniem. Nie myśl stale o chorobie, nie analizuj bez przerwy każdego nowego objawu, wyniku badań laboratoryjnych, nie odczytuj z gestu lekarza i jego słów niekorzystnych dla siebie znaczeń. Wykorzystaj czas choroby na oglądanie telewizji, czytanie książek, wspominaj zdarzenia miłe i te, w których osiągnąłeś sukces.

Nie czytaj naukowych książek medycznych – będziesz bowiem zapamiętywał z nich głównie to, co często dotyczy tylko niektórych – nielicznych chorych z danym schorzeniem. Nie posiadając wykształcenia medycznego może będziesz często interpretował przeczytane informacje na swoją niekorzyść – będzie cię to następnie uporczywie dręczyć.

W informacji o działaniu przepisanego Ci leku zawsze możesz przeczytać o objawach ubocznych – jest obowiązkiem producentów o nich pisać, mimo że często wystąpiły tylko raz na 100 chorych zażywających ten lek. Jeśli masz wątpliwości co do stosowania leku – przedyskutuj je ze swoim lekarzem.

Nie porównuj się z innymi pacjentami z podobnym jak Twoje schorzeniem, zwłaszcza z tymi którzy chorują dłużej, są starsi, bardziej schorowani. Ojciec medycyny, Hipokrates, mówił “najważniejsze – nie jaka choroba, ale jaki człowiek na nią choruje”.

Dbaj o swoje zdrowie bardziej niż o wszelkie dobra materialne – to najważniejsze a zarazem najdelikatniejsze co posiadasz i zależy w dużym stopniu od Ciebie.

Napisz lub zadzwoń do swego lekarza, nawet wiele miesięcy czy lat po zakończeniu leczenia. Przekaż mu informacje o Twoim zdrowiu – może to doświadczenie i skuteczność lecznicza w wypadku Twojej choroby pomoże innym chorym, a lekarzowi dostarczy satysfakcji i doda sił do walki z chorobami innych ludzi. Działalność lekarska wymaga wysiłku stałego samokształcenia, ponoszenia odpowiedzialności za podejmowane decyzje dotyczące zdrowia, a często życia innych ludzi.

Mimo obaw i troski – staraj się zachować uśmiech i życzliwość wobec otoczenia. Pomoże Ci to zjednać sobie otaczających ludzi – pracowników szpitala czy kliniki – dadzą z siebie jeszcze więcej w walce z Twoim wrogiem – chorobą, nie tylko z obowiązku, ale z większym zaangażowaniem i dzięki sympatii dla Ciebie, którą potrafisz wzbudzić. Wykorzystaj spotkania z bliskimi na dzielenie się dobrym słowem. Im też jest ciężko. Nie narzekaj, nie mów tylko o sobie, okaż zainteresowanie ich sprawami. Wzajemnie spierajcie się w zachowaniu optymizmu i siły przetrwania.

Prof. dr. hab. med. Aleksander B. Skotnick

Ekstazy [MDMA] - najnowsze badania na temat jej trwałego wpływu na mózg

Ekstazy, tysiące tabletek, które zostają spożywane każdego weekendu na niemal wszystkich kontynentach wprawiają w zmartwienie rządy wielu państw. Jeszcze żaden narkotyk nie zdobywał tak szybko swoich konsumentów. Pomyśleć że 20 lat temu ten środek był jeszcze legalny na całym świecie.(!) Już od wielu lat władze państw, w szczególności USA usilnie próbują zatrzymać wzrost popularności tego narkotyku i udowodnić szkodliwy wpływ MDMA - substancji zawartej w tabletkach ekstazy - na mózg człowieka. Tworzą całe kampanie na rzecz uświadamiania ludzi, jednak badania finansowane przez rząd są w większości bardzo nieudolnymi próbami udowodnienia owej domniemanej szkodliwości.

W ostatnich latach mieliśmy przykład owych nieszczęsnych badań. W 2002 roku opublikowano wynik badań kierowanych przez doktora George'a Ricaurte'a z Uniwersytetu Johna Hopkinsa. Badania te były szeroko upublicznione. Polegały na wstrzyknięciu 10 małpom dużych dawek rzekomej 3,4-metylendioxy-metamfetaminy (MDMA). Wyniki badań jednoznacznie sugerowały, że przeciętna dawka narkotyku, jaką typowy użytkownik spożywa w ciągu jednej nocy może spowodować trwałe uszkodzenia mózgu. Jak sie później okazało... do badań nie użyto MDMA. Małpom wstrzyknięto inna psychoaktywną substancję - metamfetaminę, co do której nie ma wątpliwości, że jest bardzo szkodliwa na organizm ludzki. Dawka którą sie posłużono była ogromna, dwie z osmiu małp umarło po podaniu narkotyku. Co dalej wyszło na jaw? ... Badanie było sponsorowane na 1.3 miliona dolarów...

Nic w tym własciwie nie powinno być dziwnego. Ricaurte współpracował od wielu lat z rządem USA, a ten wspierał jego badania, dając olbrzymie dotację. Wielu naukowców zajmujących się wpływem ekstazy na człowieka posądza dr Ricaurte'a o celowe próby mieszania danymi lub ich specyficznym interpretowaniem w celu wyciągnięcia większych dotacji dla badań, które są pomyślne dla interesów rządu.

Jest jednak nadzieja, że może uda się kiedyś poznać obiektywną prawdę, na ile tak naprawdę MDMA wpływa na ludzki mózg. W marcu tego roku w American Journal of Psychiatry opublikowano wyniki badań grupy naukowców z Uniwersytetu Cambridge. Podeszli oni do badania od strony genetyki. Wybrali 124 osoby, z tego 66 zaawansowanych użytkowników ekstazy, 30 użytkowników konopi, oraz 28 osób nie używających żadnych środków narkotycznych. Następnie posegregowali osoby pod względem genów, kontrolujących nośniki serotoniny w mózgu. Każdy człowiek posiada dwie kopie tego genu o dwóch możliwych rodzajach, daje to 3 możliwe klasyfikacje genotypu: ll, ss lub ls. Badania polegały na przeprowadzeniu testu komputerowego odczytującego ludzkie emocje, w którym osoby badane musiały odpowiadać szybko na radosne lub smutne słowa. Wyniki pokazały, że w ponad połowie grupy osób z genotypem ss które używały ekstazy, wykryto przynajmniej lekką depresję. Mniejszy współczynnik depresji otrzymano w grupie osób z genotypem ls. Osoby z genotypem ll nie okazały żadnych zmian nastroju. Nie zanotowano podobnych wachań nastrojów u osób z różnymi genotypami, nie używających narkotyków, ani u osób używających tylko konopi. Ciekawostką jest to, że osoby z genotypem ss popadają częściej w depresję z powodu porażek życiowych, niż osoby z pozostałymi genotypami. Widać więc wyraźnie, że ekstazy może powodować depresję u osób z predyspozycjami genetycznymi. Mamy teraz odpowiedź na pytanie dlaczego pewne osoby spożywają ekstazy bez większych problemów, inne osoby natomiast nie mogą sobie poradzić z psychicznymi efektami jakie MDMA wywiera na nich, popadają w depresję, zamykają się i ograniczają świat do weekendowej zabawy. Więc drogi poszukiwaczu mocnych wrażeń... jeżeli masz zamiar zacząć niebezpieczną zabawę, warto najpierw poznać swój umysł i swoje ciało...

Magia i demonologia

Zjawisko magii i okultyzmu należy bowiem oceniać przede wszystkim w
kontekście duchowym, gdzie rzeczywistość duchowa powoduje również pewne
skutki psycho-fizyczne. Dotyczy to zarówno postaw magicznych, które są
subtelnym aktem grzesznej postawy, jak też obiektywnej struktury
oddziaływania rytuałów magicznych, które wyrządzają zło ludziom i otwierają
tak zaangażowanych w te rytuały, jak i ich klientów na interwencje
demoniczne. Jak podkreśla dokument biskupów, z teologicznego punktu widzenia
ugruntowanego na drodze jednoznacznej tradycji Kościoła, magia jest
demoniczna. Nie przypadkowo więc dokument odnosi się do magii i demonologii.
Stąd, aby uzasadnić demoniczne uwikłanie magii oraz, by tak rzec,
spirytystyczną jej skuteczność (bez wpływów spirytystycznych nie byłaby może
wcale skuteczna) należy wpierw przypomnieć naukę Kościoła o szatanie jako
bycie osobowym, inteligentnym i zło czyniącym. Dokument biskupów toskańskich
niejednokrotnie w sposób dyskretny polemizuje z niektórymi przedstawicielami
nowszej teologii na ten temat, szczególnie z argumentem, iż sprawa demona
jest sprawą uwarunkowań czasowych mimo tego, iż sam Pan Jezus mówił o
demonie, a nawet walczył z nim. Jak stwierdza Balducci, tzw. teoria błędu
Jezusa w sprawie tak zasadniczej, tak ważnej dla zbawienia ludzi, jak
istnienie osobowe szatana i jego zwodnicze działanie (dlatego właśnie

Jezusa i może być zaliczone do jeszcze jednej teorii naturalistycznej
podszywającej się pod teologię  .
Podział magii na białą i czarną wiąże się z pojęciami dobra i zła. Magia
biała jest również przez Kościół potępiona, gdyż nawet jeśli nie posiada
złych celów, a korzysta z siły duchów, usługi tychże duchów nigdy nie będą
bezinteresowne.
Magia i demonologia, to jest dobre zestawienie dla badania magii z
teologicznego punktu widzenia. Demonologia wymaga jakby obrony istnienia
osobowego zła, obrony spirytyzmu jako faktu (chodzi o możliwość egzystencji
duchów jako takiej w kontekście sporu o duchy), także w kwestii maleficium.
Szkodliwość czarnej magii jest jakby wspierana istnieniem tak pojętej
demonologii. Niektórzy tłumaczą maleficium tylko parapsychologią, choć
wydaje się to wyjaśnianiem typu ignotum per ignotum (por. wspomniany wyżej
przykład ze szpilkami z Brazylii!).
Poważnie traktowana demonologia, która by nie była tylko mitologią czy
fragmentem historii ludzkich przesądów, zakłada realistyczne istnienie
szatana jako bytu osobowego. Przez dwa tysiące lat wiara w szatana nie była
problemem. Dlatego też nie była definiowana, czasami jedynie w kontekście
nie tyle nieistnienia szatana, co traktowania go jako równego Bogu, a więc w
kontekście dualizmu (Sobór Laterański IV).
Dzisiaj ci, którzy bronią prawdy o szatanie nazywani są fundamentalistami  .
Trudności powstają jednak przy zdefiniowaniu pojęcia fundamentalizm, gdyż
także ci, którzy bronią dziś istnienia szatana jako zła osobowego, są

potocznej współczesnego świata kultury jako fundamentaliści.
Czy jest fundamentalizmem poważne traktowanie słowa Bożego? Podstawową
definicją fundamentalizmu jest stwierdzenie, że Biblia będąc natchnionym i
wolnym od błędu słowem Bożym, powinna być odczytywana oraz interpretowana
dosłownie we wszystkich szczegółach  . Wynika z tego, że interpretacja
dosłowna, czyli literalne rozumienie Biblii wykluczające wszelki historyczny
kontekst powstawania Dzieła oraz jego rozwój, jest na pierwszym planie.
Wynika z tego, że:
7. Fundamentalista nie przyjmuje, że natchnione słowo Boże zostało
przekazane za pomocą ludzkiego języka, i że Pismo Święte zredagowano,
wprawdzie pod natchnieniem Bożym, ale przez ludzi jako autorów, których
możliwości intelektualne i zasoby wiedzy były ograniczone  .
8. Fundamentalista przyjmuje pewną starożytną kosmologię (już nieaktualną)
czy też pewien starożytny obraz świata, który mógł się zmienić  .
9. Fundamentalista nie uznaje przy interpretacji tekstu biblijnego
możliwości zaistnienia sensu symbolicznego lub metaforycznego  , gdyż
właśnie preferuje sens dosłowny oraz swoiście rozumianą nieomylność Biblii.
Wszystkie te trzy zarzuty są prawdziwe (jest ich więcej, ale te trzy w
sposób szczególny dotyczą np. demonologii). Można jednak nimi doskonale
manipulować, gdyż są na tyle szerokie, iż mogą zmieścić w sobie już nie tyle
fundamentalistyczne, ale właśnie racjonalistyczne przesądy, upieranie się
przy których może być także swoistym fundamentalizmem, tyle że nie
biblijnym.
5. I tak np. założenie (obecne u wielu teologów), że autor biblijny był
człowiekiem całkowicie uwarunkowanym wpływem swojej epoki, i że
reprezentował średnią przeciętną, jest jedynie jakimś apriorycznym
założeniem racjonalistycznym, które nie wydaje się prawdziwe, a przynajmniej
nie musi być prawdziwe. Autor natchniony mógł być np. człowiekiem radykalnie
nieprzeciętnym, który mógł pozostawać z Bogiem w kontakcie w sposób
szczególny, w jakiejś mistycznej zażyłości, dającej mu pewną wiedzę duchową,
a nawet charyzmatyczną. To oczywiście nie musiało być weryfikowalne
inter-subiektywnie. Autor biblijny mógł więc być wyjątkiem, którego wiedza
przekraczała nie tylko jego czas i epokę w porządku horyzontalnym, ale także
w porządku wertykalnym mógł otrzymywać od Boga szczególny wgląd w tajemnice
Boga, człowieka i kosmosu. Gdyby tak nie było, trudno by mówić o Biblii jako
o Dziele Tajemniczym, niosącym i chroniącym tajemnice Boga, trudno by mówić
o słowie Bożym.
Uderzające są w tym kontekście informacje o szatanie pochodzące od
Ewangelistów. Utarł się racjonalistyczny przesąd propagowany m.in. przez
psychiatrę Antoniego Kępińskiego, że opętania były formą choroby psychicznej
np. schizofrenii. Natomiast sami Ewangeliści przecież precyzyjnie
rozróżniają choroby od opętań w wielu miejscach.
Istnieje  przypadków, gdzie Ewangelie i Dzieje Apostolskie mówią wyraźnie o
działaniu demona (por. Mt 8,16.31.32; 10,1.8; 12,24.26.27; 17,18.19; Mk
1,25.26.34.39; 3,22.23; 5,8.10.12.13; 6,13; 7,26.29.30; 9,18.25.26.28;
16,9.17; Łk 4,35.36; 8,29.30.31.32.33.35.38; 9,40; 11,14.15.18.19.20; 13,32;
Dz 8,7; 16,18; 19,12). Często (osiem razy) Jezus i Ewangeliści rozróżniają
wyraźnie uzdrowienie chorych od wypędzenia demonów (por. Mt 8,16; 10,1.8; Mk
1,34; 6,13; 16,17-18; Dz 8,7-8; 19,12).
6. Podobne problemy występują z obrazem świata. Racjonalistyczne przesądy,
których apogeum w biblistyce widzimy u R. Bultmanna50, próbują za wszelką
cenę w imię z góry przyjętego tzw. współczesnego obrazu świata,
zdemitologizować obraz biblijny, w tym także szatana, ale również i
ewangeliczne cuda. Tego rodzaju naturalizacja jest bardziej sprawą wiary,
niż wiedzy, a jeszcze bardziej wynikiem arbitralnie przyjętych pre-założeń,
które czynią ślepymi na wszelkiego rodzaju fakty empiryczne lub chociażby na
przyjęcie innej możliwości, niż założona teza.
Oczywiście kosmologia może być nieaktualna. Ale czy istnienie duchów zostało
dzisiaj aktualnie obalone w jakiejś naukowej procedurze? Oczywiście nie,
gdyż istnienia duchów nawet jeśli (jak się uważa) nie można potwierdzić, to
nie można również obalić. Trwający dziś także w parapsychologii czy
psychologii spór o duchy jest sprawą tyleż otwartą, co nie do
rozstrzygnięcia wedle kryteriów naukowości obowiązujących w tzw.
współczesnym obrazie świata  .
7. Stwierdzenie, że fundamentalizm unika wszelkiej interpretacji
symbolicznej czy metaforycznej, nie upoważnia do podciągania rozmaitych
faktów czy to historycznych, czy fizycznych, pod arbitralnie narzuconą
symbolikę. Trzeba wiedzieć, że fundamentalizm protestancki wyrósł poniekąd w
kontekście protestu wobec podobnych nadużyć. Stąd jest on dla nas wyzwaniem
(podobnie jak fundamentalistyczne sekty) prowokującym nas do znalezienia
odpowiednich proporcji w tym względzie. Stwierdzenie więc, że szatan jest
metaforą, bez dowodów, a jedynie z powoływaniem się na przerosty
fundamentalizmu, nie jest żadnym argumentem.
Podstawowy zarzut przeciwko realistycznemu traktowaniu szatana jako
osobowego zła jest stwierdzenie, że wizja ta pochodzi ze starożytnego obrazu
świata. Ale kto powiedział, że starożytny obraz świata jest całkowicie zły?
Poza tym należy powiedzieć, że wbrew powszechnemu przekonaniu sąd o
istnieniu złych duchów wcale nie należał tak bardzo do oczywistego
przekonania współczesnych Jezusa. Saduceusze twierdzili np., że nie istnieją
ani aniołowie, ani duchy. Kwestionowali również prawdę o zmartwychwstaniu.
Jezus w polemice z nimi potwierdza prawdę o zmartwychwstaniu. Czyż
polemizując z nimi nie przyznałby im racji w kwestii nieistnienia bytów
duchowych, co przecież jest tak wcale niebanalną sprawą dla kwestii
zbawienia? Gdyby szatan nie istniał, Jezus z pewnością sam
zdemitologizowałby ten pogląd i zdezaktualizowałby go tak, jak
zdezaktualizował wiele innych powszechnych przekonań, jak np. kwestia
szabatu, narażając się nawet na prześladowania z tego powodu.
Można by rzec, że kwestia osobowego zła i jego działania na człowieka, na
którym przecież wspiera się jakby istota grzechu pierworodnego, jest sprawą
(informacją) na tyle ważną, że z całą pewnością Jezus by nam to powiedział.
Jezus zaś nie tylko, że potwierdza ten fakt słowem, ale również czynem,
egzorcyzmując opętanych, o czym mówią Ewangeliści, starannie i za każdym
razem rozróżniając ingerencje demoniczne od chorób.
Istnieje oczywiście także koncepcja tzw. błędu Jezusa, która mówi, że Jezus
nawet gdyby chciał i ...

więcej »


"Mózg Einsteina po jego śmierci nie różnił się niczym od móz-
gu sprzedawcy ryb". Ależ to "pozazdroworozsądkowe" i niepoję-
te zaskoczenie dla... głupców! I to wiele lat po 'udowodnie-
niu', że dowolny abstrakcyjny algorytm może wykonać nawet "ta-
śma Turinga".
Bo tylko głupki mogą spodziewać się sensownych wyników bada-
nia (np.: naprężeń działających w konstrukcji JADĄCEGO rowe-
ru) polegającego na oglądaniu z wierzchu (a nawet pracowicie
pokrojonych w plasterki) części rozłożonego na drobne rower-
ka i spokojnie położonego na stole 'badacza'. Tak samo sen-
sowne jak szukanie aerodynamiki w martwych ptakach. To dok-
ładnie to samo, co badanie właściwości algorytmów wgrywanych
do dynamicznej pamięci kompa poprzez oglądanie pod lupą i kro-
jenie na "mikrotomy" owych pamięci "natychmiast" po wyłącze-
niu PC-ta i wyjęciu ich z niego.
Od takich badań wnioski można sobie wyciągać dowolne (a wszy-
stkie bez najmniejszego wyjątku absolutnie idiotyczne, bo po
prostu wzięte "z sufitu"), po czym podpierać je dowolnie "ści-
śle naukową" argumentacją i równie "naukową" metodologią "nau-
kowych" a jakże "badań".
Słowem - tylko ciężki kretyn będzie twierdził, że może dowie-
dzieć się czegokolwiek o zestawie algorytmów składających się
na zapisany na dyskietce program PO JEJ CAŁKOWITYM SFORMATOWA-
NIU. Idiotę zawsze poznać po tym, że ogląda, powołuje się i
'bezbłędnie wnioskuje' na podstawie konkretnego wyglądu zapi-
sanej bądź i nie 'formalnym językiem' dyskietki, tablicy, czy
papieru. Od ręki. Wystarczy spojrzeć... Człowiekowi, który
przestał być nieświadomym idiotą.

O ZACHOWANIU (w czasie) ABSOLUTNIE WSZYSTKIEGO, (oczywiście nie
tylko pamięci&CPU w kompach) na skutek określonych zewnętrznych
czynników DECYDUJE WYŁĄCZNIE i DOKŁADNIE TO, CO w danym czymś
SIĘ _Z_M_I_E_N_I_A_ od oddziałania onych zewnętrznych czynni-
ków, a nie to, co pozostaje (pozornie) w nim (KONKRETNIE) sta-
łe i niezmienne. Całkowita poprawność uzyskiwanych wyników DY-
NAMICZNEGO MYŚLENIA/ABSTRAKCYJNEGO PRZETWARZANIA INFORMACJI mo-
że zachodzić wyłącznie w pamięciach&CPU komputerów i umysłach
GENIUSZY, tj. w FIZYCZNYCH UKŁADACH zdolnych do całkowitej nie-
zależności przetwarzania informacji od wpływu 'sprzętu'.
O JAKIMKOLWIEK DZIAŁANIU CZEGOKOLWIEK DECYDUJE WYŁĄCZNIE CZY-
STY ABSTRAKT, tj. wyłącznie powyżej określone zmiany całkowi-
cie NIEZALEŻNE od swojego konkretnego, 'niezmiennego' nośnika.
       ------------------------------------------------
Abstrakcyjny algorytm to jest dokładnie to, co wykonuje się na
fizycznie DOWOLNYM "sprzęcie", JEST WTEDY JEGO CAŁKOWICIE DYNA-
MICZNĄ (ZMIENNĄ) CECHĄ i ANI TROCHĘ nie zależy do "hardwarowej",
stałej specyfiki sprzętu. NIE ZALEŻY! Choć jednocześnie jest
całkowicie jego fizycznie NIEODŁĄCZNĄ częścią, to "informacyj-
nie" jest równie całkowicie niezależną (od nośnika) _FIZYCZNĄ_
_MATERIĄ_.
       ------------------------------------------------
Dokładnie analogicznie jest z mózgiem i umysłem - tylko umysł
CAŁKOWICIE NIEZALEŻNY od specyfiki swojego mózgu (i 'oderwany'
od choćby NAJMNIEJSZYCH "osobistych" uwarunkowań - wpływu śro-
dowiska i specyfiki organizmu w jakim żyje) jest w stanie my-
śleć bezbłędnie, tj. czysto abstrakcyjnie.
JAKIKOLWIEK nieświadomy wpływ 'hardwaru' (osobistych "celów" =
nieświadomych uwarunkowań myślenia/płci/osobowości/cech charak-
teru/poleceń przełożonych/prawa/"kultury"/zapłaty czy zaleceń/
potrzeb jakichkolwiek autorytetów/przełożonych/klientów itp.
itd.) JEST ZAWSZE i JEDYNIE ŹRÓDŁEM wszelkich błędów. Tak sa-
mo, jak uszkodzona, niezapisywalna a odczytywana lub zmienia-
jąca 'z sufitu' swoją zawartość pod wpływem niezależnych (od
określonych, prawidłowych operacji zapisu) czynników - komór-
ka pamięci procesora czy komputera.
Dokładnie tak samo, jak zupełnie fizycznie dowolny może być
konkretny sprzęt na którym wykonywany jest abstrakcyjny algo-
rytm, tak samo CAŁKOWICIE DOWOLNY może być końcowy EFEKT prze-
tworzenia ABSTRAKTU do konkretnego, statycznego zapisu (jego
"zamrożenia" do statycznej, werbalnej/symbolicznej, niezmien-
nej formy). Czyli innymi słowy: DOKŁADNIE TEN SAM ABSTRAKCYJ-
NY ALGORYTM (abstrakt) może być zapisany w dowolnie konkret-
nie wyglądającym zapisie/zestawie dowolnie ustalonych znaków/
symboli.
Związek pomiędzy dynamicznym algorytmem a jego werbalnym/sym-
bolicznym zapisem jest określony przez sposób kodowania, a ten
(UWAGA!) nie może być 'z definicji' również statycznie zapisa-
ny. Po prostu dlatego, że fizyczna suma dwóch czy dowolnej ilo-
ści SYMBOLICZNYCH, statycznych zapisów nie zawiera 'z defini-
cji' żadnej informacji o dynamice, tj. 'z definicji' nie może
być (bez domyślnych, dynamicznych "zmiennych ukrytych") pełnym
zapisem dynamicznego abstraktu.
Z drugiej strony do ustalonego języka można dobrać inny niż
właściwy sposób kodowania, wtedy ten sam werbalny zapis będzie
wskazaniem do zupełnie innych abstrakcyjnie treści, niż te,
na które dany zapis łącznie z prawidłowym odkodowaniem rzeczy-
wiście wskazuje. Najprostszym przykładem jest tzw. myślenie
werbalne/konkretne oparte o "fotograficzną", konkretną pamięć
werbalną, które nie ma ani jednego punktu wspólnego z prawidło-
wym rozumieniem abstrakcyjnych treści i możliwością wyciągania
jakichkolwiek poprawnych wniosków ponad możliwe do uzyskania
przy pomocy ściśle 'mechanicznych' komputerów (i to bez możli-
wości samodzielnego uzyskiwania jakichkolwiek poprawnych inter-
pretacji, które w takim wypadku muszą być werbalnie doczytane
i BEZ POPRAWNEGO ZROZUMIENIA zapamiętane z literatury).
Integralną cechą geniuszy tzn. czysto abstrakcyjnego myślenia
jest CAŁKOWITA NIEZALEŻNOŚĆ myśli od jakichkolwiek konkretnych
(nie dynamicznych) skojarzeń włącznie z całkowitą niezależno-
ścią od jakiegokolwiek języka. Dlatego, w przeciwieństwie do
ludzi myślących konkretnie (wystarczy, by nie byli w stanie
wewnętrznie odróżniać skojarzeń konkretnych od czysto abstrak-
cyjnych) geniusze są w stanie prawidłowo rozumieć(odkrywać)
i ew. tłumaczyć/interpretować związki między konkretnie i wer-
balnie 'z definicji' zupełnie niezależnymi dziedzinami ludz-
kiego myślenia.
Np. pomiędzy filozofią a fizyką, czy filozofią a psychologią
lub religiami. Po wtóre nie muszą w ogóle z definicji pamię-
tać jakichkolwiek werbalnych, 'ksiażkowych' zapisów, czego
zresztą z reguły nie robią i bez skutku GŁOŚNO na to wszystkim
zwracają uwagę.
  << Nigdy nie pamiętam tego, co mogę znaleźć książkach. |
                               [Albert Einstein]

Wystarczająco dobrym i całkowiecie uniwersalnym (z dokładno-
ścią do wyjściowej tj. dźwiękowej 'wizualizacji' wyników) mo-
delem jest muzyka: Geniusz pamięta DŹWIĘKI, (bo je 'wewnętrz-
nie STWARZA/'słyszy', zaś konkretny, werbalny "muzyk" przy-
najmniej częściowo opiera się na pamiętaniu nut lub ruchów
palców z daleko upośledzoną - a zupełnie niezależną od powyż-
szej - umiejętnością słyszenia dźwięków "wewnętrznym słuchem"
w całkowitym oderwaniu od jakichkolwiek werbalnych skojarzeń.
Okresy twórczego myślenia w całkowitym oderwaniu "ducha od
ciała", tak pięknie opisane przez Vallentin u Einsteina, są
oczywistą (ale niemożliwą do jakiegokolwiek zaakceptowania/
wzięcia pod uwagę przez konkretnie 'myślących'), konkretnie
widoczną konsekwencją wewnętrznych umiejętności psychicz-
nych.
   << Każde pytanie ma swoją prostą, błędną odpowiedź. |
[nieistotne jest, kto to powiedział, ważna jest treść tego
stwierdzenia].
Odpowiedź (prosta i 'oczywista') na DOWOLNIE KAŻDE (samodziel-
nie 'pojawiąjące się' w życiu lub zadawane przez innych pyta-
nie) w stylu: odpowiedzią jest to, co mówią i piszą na dany
temat uczeni - JEST ABSOLUTNIE BŁĘDNA. Nie można bowiem po-
prawnie bezpośrednio wprost zrozumieć ŻADNEGO werbalnego za-
pisu (Z DEFINICJI symbolu!). Można go fotograficznie zapamię-
tać, nawet ('politycznie' czy mechanicznie produkcyjnie) spraw-
nie używać, ale powtarzam: Z jakimkolwiek poprawnym zrozumie-
niem nie ma to absolutnie niczego wspólnego. Naukowych, nawet
matematycznych formalizmów/definicji można używać tak samo,
jak można umieć skutecznie używać karabinu i nawet uczyć in-
nych jego używania NIE MAJĄC przy tym nawet NAJBLADSZEGO po-
jęcia o tym, jak ów karabin czy definicje/formalne zapisy
DZIAŁAJĄ, tzn. JAKA JEST ich ABSTRAKCYJNA a nie konkretna
(bo ta może być nieskończenie dowolna) treść. Precyzyjniej:
nie ma żadnej konkretnej treści, jest wyłącznie konkretny
wygląd z jakąkolwiek treścią nie mający ani jednego punktu
wspólnego.
Jeśli ktoś się (w swojej "wysokiej samoocenie") uważa za
"myślącego, rozumiejącego" swoją dziedzinę naukowca, bo
'nauczył się' sprawnego obsługiwania "tego, co mówią/piszą
uczeni" oraz 'politycznie'/'telewizyjnie' płynnego 'mówie-
nia na temat' - ABSOLUTNIE i w najmniejszym stopniu nie zna-
czy, że zrozumiał z całego swojego "umienia" choćby najmniej-
szy kawałek poprawnej, abstrakcyjnej treści.

<< Tak się złożyło, że Bohr właśnie odwiedził instytut i z
entuzjazmem zgodził się od razu przygotować wspomniany tekst
do książki. Nie umiał jednak zacząć. Poprosił więc Abrahama
Paisa, aby notował jego słowa, podczas gdy on będzie chodził
dookoła stołu.
 "Kłopot  polegał na tym - wspomina Pais - że Bohr nigdy nie
  miał w głowie gotowych zdań. Często zatrzymywał się na jed-
  nym słowie, wymawiając je przymilnie i prosząco. [...] Mog-
  ło to tak trwać i kilka minut[...]" |
                            [D. Brian, "Albert Einstein"]

Cały kłopot polega na tym, że większość naukowców, polityków
i nauczycieli nie ma najbladszego pojęcia, że ...

więcej »


wiesz nie zabardzo czuje o co ci chodzi i przyznam sie, ze tylko poczatek
przeczytalem z uwaga
przyczepie sie do oczywistosci tego ze mozg einsteina i sprzedawcy ryb
powinien byc taki sam, nie wiem czy wiesz ale kiedys myslano ze to czy ktos
jest kobieta czy mezczyzna decyduje spoleczenstwo, tz gdyby wziasc
chlopczyka, zmienic mu narzady plciowe i wychowac jak dziewczynke, to bylby
dziewczynka, kobieta itd przekonana o tym ze jest kim jest
rozwarzania nie sa jalowe, co pewnien czas rodza sie dzieci obojnaki, i
chirurdzy nadaja dziecku plec
zmierzam do tego, ze czesc "srodowiska" nie zgadzala sie z tym pogladem i w
wyniku badn martwego mozgu najpierw u zwierzat a pozniej u ludzi znaleziono
pewnien obszar ( nie pamietam nazwy ) na podstawie ktorego mozna odroznic
mozg mezczyzny i kobiety

roznica mozgu geniusza i przecietnego czlowieka jest subtelniejsza, ale to
nie znaczy ze jej nie ma
( tak mie sie przypomnialo ze gestosc tkanki ktoregos z obszarow mozgu
einsteina byl znaczaco wiekszy)

"Mózg Einsteina po jego śmierci nie różnił się niczym od móz-
gu sprzedawcy ryb". Ależ to "pozazdroworozsądkowe" i niepoję-
te zaskoczenie dla... głupców! I to wiele lat po 'udowodnie-
niu', że dowolny abstrakcyjny algorytm może wykonać nawet "ta-
śma Turinga".
Bo tylko głupki mogą spodziewać się sensownych wyników bada-
nia (np.: naprężeń działających w konstrukcji JADĄCEGO rowe-
ru) polegającego na oglądaniu z wierzchu (a nawet pracowicie
pokrojonych w plasterki) części rozłożonego na drobne rower-
ka i spokojnie położonego na stole 'badacza'. Tak samo sen-
sowne jak szukanie aerodynamiki w martwych ptakach. To dok-
ładnie to samo, co badanie właściwości algorytmów wgrywanych
do dynamicznej pamięci kompa poprzez oglądanie pod lupą i kro-
jenie na "mikrotomy" owych pamięci "natychmiast" po wyłącze-
niu PC-ta i wyjęciu ich z niego.
Od takich badań wnioski można sobie wyciągać dowolne (a wszy-
stkie bez najmniejszego wyjątku absolutnie idiotyczne, bo po
prostu wzięte "z sufitu"), po czym podpierać je dowolnie "ści-
śle naukową" argumentacją i równie "naukową" metodologią "nau-
kowych" a jakże "badań".
Słowem - tylko ciężki kretyn będzie twierdził, że może dowie-
dzieć się czegokolwiek o zestawie algorytmów składających się
na zapisany na dyskietce program PO JEJ CAŁKOWITYM SFORMATOWA-
NIU. Idiotę zawsze poznać po tym, że ogląda, powołuje się i
'bezbłędnie wnioskuje' na podstawie konkretnego wyglądu zapi-
sanej bądź i nie 'formalnym językiem' dyskietki, tablicy, czy
papieru. Od ręki. Wystarczy spojrzeć... Człowiekowi, który
przestał być nieświadomym idiotą.

O ZACHOWANIU (w czasie) ABSOLUTNIE WSZYSTKIEGO, (oczywiście nie
tylko pamięci&CPU w kompach) na skutek określonych zewnętrznych
czynników DECYDUJE WYŁĄCZNIE i DOKŁADNIE TO, CO w danym czymś
SIĘ _Z_M_I_E_N_I_A_ od oddziałania onych zewnętrznych czynni-
ków, a nie to, co pozostaje (pozornie) w nim (KONKRETNIE) sta-
łe i niezmienne. Całkowita poprawność uzyskiwanych wyników DY-
NAMICZNEGO MYŚLENIA/ABSTRAKCYJNEGO PRZETWARZANIA INFORMACJI mo-
że zachodzić wyłącznie w pamięciach&CPU komputerów i umysłach
GENIUSZY, tj. w FIZYCZNYCH UKŁADACH zdolnych do całkowitej nie-
zależności przetwarzania informacji od wpływu 'sprzętu'.
O JAKIMKOLWIEK DZIAŁANIU CZEGOKOLWIEK DECYDUJE WYŁĄCZNIE CZY-
STY ABSTRAKT, tj. wyłącznie powyżej określone zmiany całkowi-
cie NIEZALEŻNE od swojego konkretnego, 'niezmiennego' nośnika.
       ------------------------------------------------
Abstrakcyjny algorytm to jest dokładnie to, co wykonuje się na
fizycznie DOWOLNYM "sprzęcie", JEST WTEDY JEGO CAŁKOWICIE DYNA-
MICZNĄ (ZMIENNĄ) CECHĄ i ANI TROCHĘ nie zależy do "hardwarowej",
stałej specyfiki sprzętu. NIE ZALEŻY! Choć jednocześnie jest
całkowicie jego fizycznie NIEODŁĄCZNĄ częścią, to "informacyj-
nie" jest równie całkowicie niezależną (od nośnika) _FIZYCZNĄ_
_MATERIĄ_.
       ------------------------------------------------
Dokładnie analogicznie jest z mózgiem i umysłem - tylko umysł
CAŁKOWICIE NIEZALEŻNY od specyfiki swojego mózgu (i 'oderwany'
od choćby NAJMNIEJSZYCH "osobistych" uwarunkowań - wpływu śro-
dowiska i specyfiki organizmu w jakim żyje) jest w stanie my-
śleć bezbłędnie, tj. czysto abstrakcyjnie.
JAKIKOLWIEK nieświadomy wpływ 'hardwaru' (osobistych "celów" =
nieświadomych uwarunkowań myślenia/płci/osobowości/cech charak-
teru/poleceń przełożonych/prawa/"kultury"/zapłaty czy zaleceń/
potrzeb jakichkolwiek autorytetów/przełożonych/klientów itp.
itd.) JEST ZAWSZE i JEDYNIE ŹRÓDŁEM wszelkich błędów. Tak sa-
mo, jak uszkodzona, niezapisywalna a odczytywana lub zmienia-
jąca 'z sufitu' swoją zawartość pod wpływem niezależnych (od
określonych, prawidłowych operacji zapisu) czynników - komór-
ka pamięci procesora czy komputera.
Dokładnie tak samo, jak zupełnie fizycznie dowolny może być
konkretny sprzęt na którym wykonywany jest abstrakcyjny algo-
rytm, tak samo CAŁKOWICIE DOWOLNY może być końcowy EFEKT prze-
tworzenia ABSTRAKTU do konkretnego, statycznego zapisu (jego
"zamrożenia" do statycznej, werbalnej/symbolicznej, niezmien-
nej formy). Czyli innymi słowy: DOKŁADNIE TEN SAM ABSTRAKCYJ-
NY ALGORYTM (abstrakt) może być zapisany w dowolnie konkret-
nie wyglądającym zapisie/zestawie dowolnie ustalonych znaków/
symboli.
Związek pomiędzy dynamicznym algorytmem a jego werbalnym/sym-
bolicznym zapisem jest określony przez sposób kodowania, a ten
(UWAGA!) nie może być 'z definicji' również statycznie zapisa-
ny. Po prostu dlatego, że fizyczna suma dwóch czy dowolnej ilo-
ści SYMBOLICZNYCH, statycznych zapisów nie zawiera 'z defini-
cji' żadnej informacji o dynamice, tj. 'z definicji' nie może
być (bez domyślnych, dynamicznych "zmiennych ukrytych") pełnym
zapisem dynamicznego abstraktu.
Z drugiej strony do ustalonego języka można dobrać inny niż
właściwy sposób kodowania, wtedy ten sam werbalny zapis będzie
wskazaniem do zupełnie innych abstrakcyjnie treści, niż te,
na które dany zapis łącznie z prawidłowym odkodowaniem rzeczy-
wiście wskazuje. Najprostszym przykładem jest tzw. myślenie
werbalne/konkretne oparte o "fotograficzną", konkretną pamięć
werbalną, które nie ma ani jednego punktu wspólnego z prawidło-
wym rozumieniem abstrakcyjnych treści i możliwością wyciągania
jakichkolwiek poprawnych wniosków ponad możliwe do uzyskania
przy pomocy ściśle 'mechanicznych' komputerów (i to bez możli-
wości samodzielnego uzyskiwania jakichkolwiek poprawnych inter-
pretacji, które w takim wypadku muszą być werbalnie doczytane
i BEZ POPRAWNEGO ZROZUMIENIA zapamiętane z literatury).
Integralną cechą geniuszy tzn. czysto abstrakcyjnego myślenia
jest CAŁKOWITA NIEZALEŻNOŚĆ myśli od jakichkolwiek konkretnych
(nie dynamicznych) skojarzeń włącznie z całkowitą niezależno-
ścią od jakiegokolwiek języka. Dlatego, w przeciwieństwie do
ludzi myślących konkretnie (wystarczy, by nie byli w stanie
wewnętrznie odróżniać skojarzeń konkretnych od czysto abstrak-
cyjnych) geniusze są w stanie prawidłowo rozumieć(odkrywać)
i ew. tłumaczyć/interpretować związki między konkretnie i wer-
balnie 'z definicji' zupełnie niezależnymi dziedzinami ludz-
kiego myślenia.
Np. pomiędzy filozofią a fizyką, czy filozofią a psychologią
lub religiami. Po wtóre nie muszą w ogóle z definicji pamię-
tać jakichkolwiek werbalnych, 'ksiażkowych' zapisów, czego
zresztą z reguły nie robią i bez skutku GŁOŚNO na to wszystkim
zwracają uwagę.
  << Nigdy nie pamiętam tego, co mogę znaleźć książkach. |
                               [Albert Einstein]

Wystarczająco dobrym i całkowiecie uniwersalnym (z dokładno-
ścią do wyjściowej tj. dźwiękowej 'wizualizacji' wyników) mo-
delem jest muzyka: Geniusz pamięta DŹWIĘKI, (bo je 'wewnętrz-
nie STWARZA/'słyszy', zaś konkretny, werbalny "muzyk" przy-
najmniej częściowo opiera się na pamiętaniu nut lub ruchów
palców z daleko upośledzoną - a zupełnie niezależną od powyż-
szej - umiejętnością słyszenia dźwięków "wewnętrznym słuchem"
w całkowitym oderwaniu od jakichkolwiek werbalnych skojarzeń.
Okresy twórczego myślenia w całkowitym oderwaniu "ducha od
ciała", tak pięknie opisane przez Vallentin u Einsteina, są
oczywistą (ale niemożliwą do jakiegokolwiek zaakceptowania/
wzięcia pod uwagę przez konkretnie 'myślących'), konkretnie
widoczną konsekwencją wewnętrznych umiejętności psychicz-
nych.
   << Każde pytanie ma swoją prostą, błędną odpowiedź. |
[nieistotne jest, kto to powiedział, ważna jest treść tego
stwierdzenia].
Odpowiedź (prosta i 'oczywista') na DOWOLNIE KAŻDE (samodziel-
nie 'pojawiąjące się' w życiu lub zadawane przez innych pyta-
nie) w stylu: odpowiedzią jest to, co mówią i piszą na dany
temat uczeni - JEST ABSOLUTNIE BŁĘDNA. Nie można bowiem po-
prawnie bezpośrednio wprost zrozumieć ŻADNEGO werbalnego za-
pisu (Z DEFINICJI symbolu!). Można go fotograficznie zapamię-
tać, nawet ('politycznie' czy mechanicznie produkcyjnie) spraw-
nie używać, ale powtarzam: Z jakimkolwiek poprawnym zrozumie-
niem nie ma to absolutnie niczego wspólnego. Naukowych, nawet
matematycznych formalizmów/definicji można używać tak samo,
jak można umieć skutecznie używać karabinu i nawet uczyć in-
nych jego używania NIE MAJĄC przy tym nawet NAJBLADSZEGO po-
jęcia o tym, jak ów karabin czy definicje/formalne


...

więcej »



| (tylko z tego watku)
A masz jeszcze z innych ?


Cos mi swita, ze mam - ale glowy nie dam.

Nie krepuj sie zatem.


Szkoda czasu, wole odpowiedziec Ci wreszcie na zalegly post z watku o
egalitaryzmie niz wyszukiwac na Ciebie kwity ktore Ty i tak skomentujesz
jako "nic takiego i moje swiete prawo do wlasnej opinii, wiec co wolno
wojewodzie to nie tobie, smrodzie"...

| "O matko a co to za bzdura ? Moze jeszcze nie wiesz, ale teorie Lamarcka
| nie sa juz modne od blisko 200 lat. Narzady echolokacyjne u czlowieka ?
| Nie kompromituj sie."
| 1) Bezpodstawnie - i zapewne doskonale sobie zdajesz z tego sprawe -
| imputujesz mi lamarkizm. "Slomiany lud".
Ale Twoje twierdzenie o echolokacji i jej wykorzystywaniu po utracie
wzroku mocno zalatywalo lamarkizmem.


I dalej w to brniesz? Naprawde wierzysz w to co piszesz, czy po prostu
nie chcesz wycofac sie z oszczerstwa i idziesz w zaparte? Stawiam na to
drugie, bo wole Cie miec za nieuczciwego bufona niz za idiote...

Lamarkizmem by zalatywalo, gdybym postulowal *wyksztalcenie* nowej cechy
(organu, struktury) a nie *wyuczenie* nowej umiejetnosci w oparciu o
"stara" ceche i jej "stara" plastycznosc, oraz przede wszystkim
mozliwosc *odziedziczenia* tejze cechy. Nic takiego nie postulowalem i
nawet ostro przeciw takim insynuacjom zaprotestowalem. A Ty dalej swoje.

| 2) Twierdzisz obelzywie, ze pisze "bzdury" i sie "kompromituje" - w
| jakim celu to piszesz ("bzdura" jeszcze przejdzie, jesli jest do niej
| uzasdnienie ale "kompromitacja" to juz czystej wody "trashtalk"), jesli
| nie w celu ponizenia mnie i zademonstrowania swojej wyzszaosci?
Nie. Jezeli uwazam, ze powtarzasz niesprawdzone pogloski to zarzuce to
tak tobie jak i kazdemu innemu zarowno wypisywanie bzdur jak i
kompromitowanie sie.


A ja jesli uwazam Ciebie czy kogokolwiek innego za ignoranta (w danym
temacie), pyskacza, aroganta, "dziure w calym" i cwaniaczka probujacego
razic mnie sofizmatami to tez mu to przyznam. I co? Mamy symetrie. Nie
pasuje?
Nic z tego moj bratku, albo dyskutujemy na rownych zasadach, albo w ogole.

Wytkniecie komus kompromitacji (w dodatku bez podania uzasadnienia)
wymaga wielkiej pewnosci siebie i tego co sie mowi, a w Twoim przypadku
to - jak sie okazalo (nie jestes ekspertem w kwestii echolokacji i nawet
o dyskutownym przypadku nie slyszales) - nie wchodzi w gre, wiec ow
pyskaty zarzut byl przejawem nieslychanej arogancji. No to nazwalem to
po imieniu.

Z jednej strony nie zyczysz sobie, by inni przy okazji dyskusji
recenzowali Twoja osobe i wznosisz larum, zrywasz dyskusje gdy to robia.
Z drugiej zas strony bezczelie probujesz uzurpowac sobie monopol na
takie postepowanie. Masz mnie za idiote i myslisz, ze na to przystane?

Nie ma to jednak nic wspolnego z wulgaryzacja
wypowiedzi


Nigdy nie zarzucilem Ci wulgaryzacji. Wulgaryzacja mi nie przeszkadza.

i obrzucaniem moich adwersarzy inwektywami


No coz, mozesz sobie tak uwazac...

(na co mimo
wszystko pozwoliles sobie Ty).


... a ja tez uwazam, ze nie posunalem sie do rzucenia inwektywy, lecz do
stanowczego, bez rozcienczania eufemizmami, acz kulturalnego nazwania
rzeczy po imieniu. I co teraz? "Twoje zdanie jest twojsze niz mojsze"?

Podobnie, zadnego wulgaryzmu tez przeciw Tobie nigdy nie wypowiedzialem.

| 3) A Twoj atak wynika wylacznie z Twojej ignorancji, bo najwyrazniej
| pojecia nie miales, ze cos takiego ja ludzka echolokacja istnieje.
I tu sie roznimy. Dla mnie opisy dwoch czy trzech kazuistycznych
przypadkow nie sa jeszcze dowodem na istnienie echolokacji w przypadku
H.sapiens.


Kretaczysz. Nigdzie nie bylo mowy o "dwoch czy trzech kazuistycznych
przypadkach", lecz o metodzie niemal standardowej.

Mimo niewatpliwego podziwu dla osob potrafiacych sie orientowac w
przestrzeni za pomoca sluchu bede sie spieral ze o echolokacji w
przypadku czlowieka poki co nie mozna mowic.


To jest oczywista niedorzecznosc. Skoro ludzie wzglednie rutynowo
potrafia sie jej nauczyc, to mozna uznac to za umiejetnosc wzglednie
powszechna, podobnie jak stanie na rekach czy wykonanie salta.

Przynajmniej do czasu
pojawienia sie wynikow rzetelnie przeprowadzonych badan naukowych,
stosownych publikacji, dyskusji etc.


A po co? Skoro umiejetnosc jest tak pospolita, ze nie wzbudza chyba
niczyich - z wyjatkiem Twoich - watpliwosci? W dodatku nie ma w niej
absolutnie nic niezwyklego.

No ale jesli tak bardzo Ci na tym zalezy, to znalazlem cos na ten temat
w publikacji peer-review: [

Wystarczy, czy jeszcze niedowierzasz?

Doniesienia o podobnym charakterze mozna znalezc odnosnie ludzi
zginajacyh lyzki sila samego wzroku, przypadkach samozaplonu, czy
odczytywaniu cudzych mysli.


Nie. Roznica miedzy echolokacja a wymienionymi przez Ciebie szamanizmami
jest gigantyczna. Tak jak miedzy ciotka a ciotka lewitujaca w
przykladzie Dawkinsa...

| "Powaznie sadzisz, ze w stukaniu laska chodzi o orientacje przestrzenna
| poza zasiegiem owej laski ?????
| No to ja nie mam pytan.
| Cokolwiek sadzisz, to mimo wszystko (...)"
I gdzie tu widzisz obelgi ? To zwyczajna kontestacja pogladow.


Widze arogancje.

| "Ekhm, ze co ????? Poczytaj zatem na czym polega echolokacja i czym sie
| to rozni od zwyklego narzadu sluchu."
| Zarzucasz mi niekometencje. I robisz to bez zadnego uzasadnienie, bez
| podania konkretow ("ja cos wiem, ale ci nie powiem - poczytaj sobie i
| wroc, jak juz bedziesz wiedzial, syneczku").
Nie. Nadinterpretujesz i teraz Ty imputujesz mi intencje. Zamiast robic
Ci wyklad o echolokacji (ciach)


Kretaczysz. Probke wgladu w moja wiedze biologiczna miales - czy uwazasz
zatem, ze to jest mozliwe, bym nie wiedzial tak elementarnych rzeczy,
rzeczy na poziomie szkoly podstawowej? Jak mam to odebrac inaczej niz
arogancka zniewage?

Jesli wiesz na temat echolokacji cos wysoce zaawansowanego, np. od
strony mechanizmow neuronalnych, to jest juz wiedza bardzo
specjalistyczna, ktorej posiadania nie mozesz ode mnie oczekiwac ot tak.
W takim przypadku powinienes moja niewiedze rozwiac odpowiednim
opisem/sprostowaniem mojego blednego wyobrazenia i podac zrodlo. Ty
natomiast pogoniles mnie "do ksiazek" jak zwyklego uczniaka, co bylo
posunieciem skrajnie aroganckim.

| A paradokaslnie wyszlo, ze
| to Ty w tym wypadku zgrzeszyles ignorancja.
Alez skad. Podtrzymuje caly czas swoje zdanie.


No coz. W tej chwili dysponujemy podobna wiedza na temat ludzkiej
echolokacji i ja nie widze tu zadnego powodu do niedowierzania, a Ty mi
ich nie raczyles zdradzic. Tak wiec Twoja postawe interpretuje jako tzw.
"patologiczny sceptycyzm" albo jako zaslepiencza zasade "w pysk pluja, a
ja na to, ze deszcz pada"...

| "Nie wierze.
| Trudno."
| Okazanie lekcewazenia ("nie mam zamiaru sie wysilac, by komus takiemu
| jak ty cos udowadniac"). Po co?

inne zdanie i rezygnacja z dalszych prob przekonania.


No wlasnie: takie posuniecie w dyskusji jest objawem lekcewazenia oponenta.

Mozesz mi co
najwyzej zarzucic, ze sie poddalem.


Nie poddales sie, bo pozostales przy swoim zdaniu i butnie mi to
zakomunikowales. "Poddales sie" najwyzej w tym sensie, ze "nie masz juz
sily mi tak oczywistych rzeczy tlumaczyc"...

| ["Nie wierze" to chyba czytelny apel o uzasadnienie/argumenty/zrodla, nie?]
Niekoniecznie.


Jaka inna mozlwosc widzisz?

| "| Teoria nie jest smiala - za to Twoje watpliwosci sa, bo przecza
|  | potocznym, intuicyjnym obserwacjom.
| Bzdura."
| Brak uzasadnienia dla "bzdury", wiec zastosowales ja jedynie w celach
| erystycznych, nie okolo-merytorycznych.
Nie. Teraz pokaze Ci jak wygladalby moj erystyczny komentarz:
"Slowo "bzdura" jest tu uzyte wylacznie celem podkreslenia znacznej
roznicy w naszych ocenach. I nie ma na celu dyskredytowania mojego
adwersarza, gdyz w mojej opinii wystarczajace sa do tego jego wlasne
slowa."


Wybacz, ale nic z powyzszego nie zrozumialem. Ja prosty czlowiek jestem
i prosze mi jezykowej ekwilibrystyki nie uprawic, tylko tlumaczyc prosto
jak chlop krowie na rowie.

| "Ale zrobiles to w bardzo okreslonym celu i jako argument w dyskusji.
| (...)
| Ale jednak uzycie argumentow sugerujacych zwiazek dwunoznosci z
| genetyka w momencie gdy kontrteza jest nauka przez nasladownictwo -
| daje podstawy do zalozenia, iz tak wlasnie twierdzisz."
| Imputowanie mi jakichs niecnych intencji, ktore zreszta nie maja zadnego
| zwiazku z meritum.
Ma, albowiem odnosi sie do Twoich slow i tego jak sa one odbierane.


Jesli rozmawisz merytorycznie, poza personalnie, to g Cie powinno
obchodzic co mnie motywuje do pisania tego czy innego zdania.

|  Ok, mogles ulec mylnemu wrazenie, ale dlaczego
| naciskasz nadal po tym jak wyjasnilem nieporozumienie? Tak bardzo Ci
| zalezy, zeby mi gebe przyprawic?
Wcale nie zalezy mi na przyprawianiu komukolwiek geby.


Tak wiec powinno Ci wystarczyc moja deklaracja, ze dygresje dalem w
dobrej, poza-erystycznej, wierze.

Ale Tobie nie wystarczylo, wiec postanowiles walczyc i wmawiac mi jaka
jestem "wszawa gnida", a z Ciebie jaki bystrzacha, ze moj niecny numer
przejrzales... Tak wiec co to ma byc, jesli nie proba przyprawienie - a
w Twoim przeswiadczeniu zapewne zdemaskowania - mi geby? Odpowiedz, bom
niezwykle tego ciekaw.

Nie widze jednak
powyzszego cytatu jako wystarczajacego powodu do wywolania takich
reakcji na jakie sobie pozwoliles.


Moja reakcja byla jak najbardziej uzasadniona: takie postepowanie - z
mojej perspektywy - kwalifikuje sie jako technika "straw man", a uparte
doszukiwanie sie ukrytych wrogow i wrogich intencji, jako urojenie
paranoidalne.

| Ciebie jest to juz dowod na prawdziwosc zawartej tezy ?
| (...)
| Natomiast smieszy mnie, ze madrosci zawarte w wikipedii przytaczasz na
| kazdym kroku z wielkim zapalem i


...

więcej »